( w czym nie pomaga oglądanie kolejnego sezonu csi new york).
oraz permanentnie cierpię na brak zapału do pracy jakiejkolwiek.
( tutaj także oglądanie csi new york nie jest zaletą)
oraz chyba już permanentnie będę chorować na spódnice.
- w sensie- nie ustaję w poszukiwaniu JAKIEJŚ, a jednocześnie tej JEDYNEJ,
mającej w sobie to COŚ,
o bliżej nie określonej formie, kształcie, i kolorze- spódnicy idealnej.
przejrzałam kilka stron kolekcji różnych sieciówek,
i nic.
przejrzałam nawet kilka stron różnych sieciówek- i to stron nie z sale,
ale z nowymi kolekcjami
- i nadal null, zero.
stąd, tylko aby nacieszyć oczy, i porobić takie ładne kocie oczka COJAPACZĘ polazłam na polyvore.
(na szczęście szafiarski wywiad doniósł, że spódnica teda bakera jest niestety średniej jakości, zdecydowanie nie współmiernej do ceny).
oraz wychodzi mi, że TAKŻE permanentnie się starzeję.
doszłam do tych jakże budujących wniosków po zaobserwowaniu faktu, że niestety wyrosłam już z fascynacji rzeczami asymetrycznymi,
choć miłość do wiązanych i kopertowych pewnie nieprędko mi przejdzie.
ostatnio- jedyne rzeczy jakie oglądam czy zwracam uwagę- to basici, basici, bascici, czyli permanentna nuda.
od razu donoszę, że JA się aż tak biurowo, jak biurowa nie noszę, po prostu zestaw złożony jako punkt wyjściowy.
i kolejne modyfikacje:
* * *
z innej zaś strony....
wiem, że zarzekałam się, że będę stawiać tylko na jakość jakość jakość,
no ale życie weryfikuje nasze postanowienia, i to, czy mamy słabą wolę.
ujmę to tak- są rzeczy- po których oczekuję jakości, i tej jakości wymagam, zwłaszcza, gdy czynię założenie, że dana rzecz ma mi służyć lata.
co do niektórych rzeczy- nie mam złudzeń, i wiem, że stawanie na rzęsach aby je zdobyć- mija się z celem.
vide: spódnica teda bakera za 485 pln, czy koszula d&g za ponad 7 stów.
no sorry, ale jakoś nie jestem w stanie uwierzyć, że jak zainwestuję 7 stów w koszulę, to ją będę nosić lat kolejnych 10 ;-)
stąd, gdy biurowa mi doniosła, że w new yorkerze są kurtki motorowe
( i w dodatku czerwone), biegusiem poleciałam je oglądać.
co prawda biurowa mówiła- o czymś podobnym do tej po prawej stronie,
ale jednak ten styl na przybrudzenia nie przemówił do mnie nawet szeptem.
poza tym- ja zawsze robię w poprzek- i wybrałam opcję- z lewej strony
- w kolorze czerwonym.
i fakt, przyznaję, że nawet w dotyku- ta eko skóra nijak się ma do prawdziwej.
ale dodam, że akurat w tym przypadku- nie zależało mi na odkładaniu i poświęcaniu dużej kwoty tylko po to, żeby kupić sobie skórę.
nie mam parcia na skórę, ani na inne wypasione rzeczy- to, że na stanie mam słownie jeden żakiet skórzany (oczywiście basic)- jest zasługą tylko i jedynie losu,
szczęścia i pomyślności- że onegdaj mając w kieszeni kasę ze stypendium naukowego, i będąc w tym samym kontinuum czasowym co wyprzedaże w c&a- merkury dobrze się ustawił, i w sposób wręcz bombiasty pokierował przecenami.
( no bo, w normalnym świecie się raczej rzadko zdarza, że trafia się na 90% sale na rzeczy ze skóry).
i tak mierząc wszystkie za i przeciw- zdecydowałam się na czerwoną, motorową, średniej jakości, która posłuży mi raptem kilka sezonów,
a jakiej mi się chciało zrywami przez ostatnia dwa lata.
zarażacie tym minimalizmem. jako pracownik szkolnictwa wyższego nie jestem w stanie inwestować w jakość w sklepach. za to z upodobaniem inwestuję w jakosć w sh :)
OdpowiedzUsuń na zawszeNie zapominaj o jeszcze jednej motorowej kurtale;)
OdpowiedzUsuń na zawszeI powiem Ci, że ze spódnicą mam bardzo podobny problem...nigdzie nie ma idealnej. NIby mam ulubioną kremową, brokatową, ale to jeszcze nie to:( i też szukam i wypatruję i w między czasie kupuję kolejne sukienki:P
Oraz ostatnio 'pemanentnie' to moje ulubione słowo:P
osobiście jednak wolę spódnice. i własnie chyba będę szukać czegoś podobnego do tego stradivariusa. ;-)
Usuń na zawszetaki to będzie mix elegancji z jeansowym każualem :D
@mamalgosia
OdpowiedzUsuń na zawszeno mnie ucieszyła informacja, że spódnica teda bakera, choć śliczna- jest średniej jakości.
zdążyłam się oburzyć, że przecież prawie 500 złotych bym za spódnicę NIGDY nie dała.
po czym przypomniałam sobie, że jako jedną z najlepszych zdobyczy z esha- mam płaszczyk peppercorn- nowy, ze sklepowymi metkami- kosztujący w sklepie ponad 400 pln, za ino tylko złotych 20 ;-)
ano własnie, niestety jakość i cena nie zawsze idą w parze. pamiętam, że był w szczecinie kiedyś BARDZO firmowy, drogi sklep, ciuchy kosztowały pensję roczną, a z krzywych szwów wisiały nitki.
OdpowiedzUsuń na zawszeTakie motorowe kurtawy to mi się nie widzą, czy to skóra, czy ekoskóra, co do spódnic - gosia ma rację stuuuuprocentową - sh, sh i sh :)
OdpowiedzUsuń na zawszealbo outlety i wyprze :D
Usuń na zawszeKurtki motocyklowe są świetniaste, niezależnie, czy to skóra eko, czy prawdziwa! Ale, przyznaję, skóra sprawdza się świetnie. Mam skórzaną kurtkę, w formie żakietu, i strasznie żałuję, że w tej chwili jest na nią ciut za zimno.
OdpowiedzUsuń na zawszeMnie również nie przekonuje wydawanie iluś stów na jeden ciuch. Nie cenię sobie wieloletniego noszenia tego samego, bo bardzo rzadko zdarza mi się coś szybko zniszczyć, więc raczej stawiam na ilość, ale, jakkolwiek źle to brzmi, nie kupuję fatalnej jakości ciuchów na worki ;)
@rock czasami jakość ma znaczenie, ale tylko czasami ;-)
Usuń na zawszeno, też mam skórzany żakiet, i tylko dlatego, że był swego czasu na wyprzach w c&a. i dałam za niego złotych słownie trzydzieści i pińć ;-) a nie około 300.
co do wieloletniego noszenia rzeczy- są rzeczy, które zdarza mi się z przerwami nosić przez całe wieki. miałam spódnicę, którą z przerwami nosiłam lat 10. i drugą taką samą kupiłabym bez wahania.